Czterej mnisi. XIX-wieczny obraz Claudia Rinaldiego.

Życie za murami średniowiecznego klasztoru. Typowy dzień mnicha sprzed ponad 1000 lat

Mniszki i mnisi żyjący we wspólnotach funkcjonowali w sposób zsynchronizowany, według tego samego rozkładu zajęć. Współuczestnictwo w nim miało pomagać wszystkim w osiągnięciu skupienia. Reguły były różne, zależnie od miejsca i czasu, pewne założenia miały jednak charakter niemal powszechny. I dzisiaj pozwalają zrozumieć prawidła rządzące codziennością w średniowiecznych klasztorach.

W niemal każdej wspólnocie plan zajęć opierał się na triadzie złożonej z pracy fizycznej, lektury i modlitwy. Różnice tkwiły w szczegółach.

Lektura, praca, modlitwa

Na początku VI wieku biskup Cezary z Arles wymagał od członkiń i członków podlegających mu galijskich wspólnot, by czytali do późnego ranka, a potem przez resztę dnia wykonywali przypisane im prace z przerwami na modlitwy.

Z kolei współczesny mu Eugipiusz, pełniący funkcję opata ufundowanego przez siebie klasztoru w Castellum Lucullanum u wybrzeży Neapolu, oczekiwał, że jego mnisi do południa będą pracowali, do późnego popołudnia czytali, a potem znowu pracowali – również uwzględniając przerwy na modlitwę.

Rekonstrukcja tego jak wyglądało opactwo Sankt Gallen w IX wieku (Karl Lasius/domena publiczna).

Mniej więcej osiemdziesiąt lat później Izydor z Sewilli dbał o to, by dostosować rozkład dnia swoich mnichów do pory roku, przy czym latem planował dla nich także czas na sjestę […]. Nawet wówczas gdy rozkłady dnia wyglądały podobnie, kryjące się za nimi rozumowanie mogło być zupełnie różne.

Dlaczego od średniowiecznych mnichów wymagano pracy?

Wielu teoretyków było zdania, że najlepiej modlić się i pracować równocześnie, ale nie wszyscy oni myśleli tak z tych samych powodów.

Jedni traktowali pracę jako rodzaj ostoi, dzięki której umysł nie błądzi, inni uważali, że równoczesna modlitwa i praca wyciszają ciało i umysł, jeszcze inni, że praca manualna pomaga mnichom nie zasnąć podczas nocnych modlitw, niektórzy zaś, że modlitwa czyni pracę łatwiejszą. Pojawiały się też głosy, że praca powinna oczyścić umysł ze wszystkich myśli. […]

Jeśli na początku średniowiecza panował niewielki konsensus wokół powodów, dla których praca fizyczna jest dobra, to kilka wieków później zdania były jeszcze bardziej podzielone. W IV i V wieku pewna liczba syryjskich mnichów obrała sobie inny cel: zamiast każdego dnia na nowo mierzyć się z traumatyzującą koniecznością pracy na roli, z którą ludzkość zmagała się od chwili upadku Adama i Ewy, woleli nieustająco chwalić Boga.

Ta postawa spotykała się z krytyką pochodzącą z różnych stron, nie zmienia to jednak faktu, że pustelnicy, którzy ją przyjęli, cieszyli się wielką estymą wśród świeckich chrześcijan w całym zamożnym rolniczym rejonie Lewantu. Jako członkowie społeczności tkwiących w kieracie cyklu agrarnego cenili oni mnichów właśnie za pełnioną przez nich rolę duchowych przewodników.

Tak się jednak złożyło, że członkowie wspólnot monastycznych, zainspirowani głównie przez egipskich mnichów wychodzących z założenia, że praca fizyczna sprzyja stabilizacji finansowej i umysłowej, zaczęli wcielać w życie zupełnie inne podejście. I ten model nie mógł obejść się bez wsparcia z zewnątrz – znacznych darowizn ziemskich, pieniężnych czy żywnościowych, umożliwiających mnichom poświęcanie wielu godzin dziennie na inne formy dyscypliny. Im mniejszą pomoc otrzymywała wspólnota, tym więcej jej członkowie musieli pracować, żeby zapewnić sobie byt.

„Spodziewał się protestów i wymówek”

Każdy klasztorny rozkład dnia zawierał dyskretne wskazówki dotyczące etyki pracy. Jednak w grę wchodziły także napięcia psychologiczne i socjologiczne. Kiedy jedna osoba nie trzymała się zasad, groziło to destabilizacją całego systemu. Dopasowanie planu zajęć zarówno do możliwości pojedynczych mnichów, jak i całej grupy nie było łatwym zadaniem. Ten problem zaprzątał uwagę Ferreola z Uzès, gdy formułował on zasady mające obowiązywać we wspólnocie monastycznej założonej przezeń na terenach dzisiejszej Francji. Przewidywał on, że mnisi nie będą zadowoleni z przydzielonych im zadań.

Obawiał się, że praca na roli czy rzemiosło okażą się ponad siły ludzi, którzy nie przepracowali w życiu ani jednego dnia. Spodziewał się protestów, wymówek w rodzaju „jestem za stary”, „źle się czuję” czy „to zbyt męczące”. Ferreol nalegał, by – nawet jeśli skargi nie są przejawem zwykłego migania się – każdy wykonywał *jakąś* pracę. Idź łowić ryby! Wiąż sieci! Rób buty!

Model średniowiecznego opactwa Cluny (fot. Hannes72, lic. CC-BY-SA 3,0)

Nawet klasztorny pies miał swoje obowiązki – bo biskup zgodził się na psa, który towarzyszyłby zakonnikom podczas prac polowych, pilnując, by dzikie zwierzęta nie zbliżały się do upraw.

Ferreol przewidział nawet to, że mnisi wywodzący się z arystokracji, stęsknieni za dawnymi rozrywkami, będą próbowali zabierać psa na polowania – i uprzedził z góry, że nie zamierza takich praktyk tolerować. Hipotetyczny pies obronny miał trzymać się swoich zadań, dokładnie tak jak mnisi.

Wszyscy byli częścią systemu zaprojektowanego w sposób sprzyjający skupieniu na Bogu wbrew wszelkim kuszącym alternatywom. Podporządkowanie się tej wspólnej rutynie miało służyć reorientacji umysłu.

Klasztorna sztuka milczenia

Podczas pracy mnisi powinni powstrzymywać się od rozmów, a przynajmniej unikać pogaduszek. Co do tego wszyscy opaci i opatki się zgadzali. Dziś mamy tendencję do uważania wzroku za zmysł najbardziej zagrażający naszemu skupieniu. Jednak w klasztorach późnej starożytności i wczesnego średniowiecza mowę uważano za większe niebezpieczeństwo niż wzrok.

Mniszki i mnisi, którzy piętnowali pogawędki, twierdzili, że niweczą one próby zapanowania nad umysłem. Porównywali ich następstwa do szkód wyrządzanych przez pożogę, późne przymrozki czy zawalenie się budynku. Tłumaczyli, że wywierają one wpływ na całą wspólnotę.

Czterej mnisi. XIX-wieczny obraz Claudia Rinaldiego.

Gadatliwy mnich mógł przejąć kontrolę nad myślami towarzyszy podczas pracy, modlitwy, posiłków czy chwil wyciszenia. Mógł sprowokować braci do rozmyślań o zupełnie przypadkowej sprawie, niemającej większego znaczenia. Mógł nawet skłonić ich do śmiechu, który odbierał powagę monastycznym ćwiczeniom i sprawiał, że wszyscy zachowywali się dziecinnie.

Kilka klasztorów słynęło z tego, że w ogóle nie wolno w nich było rozmawiać, jak na przykład wspólnota Pachomiusza w Tabennesi w Górnym Egipcie. Jednak w niektórych mniszkach i mnichach cnota milczenia budziła mieszane uczucia. Na przykład opatka Sadalberga była wysławiana przez swego hagiografa za werbalną powściągliwość, ale i za prowadzenie żywiołowych rozmów.

Milczenie stało się rozpowszechnioną praktyką monastyczną dopiero około X wieku. Mnisi z Cluny w środkowej Francji postanowili wykorzystywać swoje głosy wyłącznie do głoszenia chwały bożej podczas długich liturgii. Ponieważ jednak jakoś musieli się komunikować, opracowali złożony system znaków służących do porozumiewania się na migi (…).

Opactwo św. Piotra i Pawła w Cluny (fr. Abbaye de Saint-Pierre et Saint-Paul de Cluny) - WIKIPEDIA

Ryzyko zaangażowania

Tak czy inaczej zasady dotyczące prowadzenia rozmów nie rozwiązywały wszystkich problemów. Nawet jeśli mnisi milczeli w czasie pracy, sama praca mogła ich nadmiernie zaabsorbować, toteż przestrzegano ich przed ryzykiem zbytniego zaangażowania w codzienne obowiązki. Ponadto mieli nie ulegać pokusie przedłużania pracy, by skończyć rozpoczęte zadanie: takie postępowanie groziło poważną dezorganizacją.

Jak podkreślał w IV wieku Rabbula z Edessy, praca nigdy nie usprawiedliwia opuszczania modlitwy. Wiele reguł zawierało zasadę, że na sygnał rozpoczęcia nabożeństwa mnisi mieli odłożyć wszystko, co akurat robią – choć czasem zastrzegano wyjątki wynikające z natury pewnych zajęć. (Pióro czy igłę łatwo było porzucić, chorego pacjenta w szpitalu – trudniej).


red./

źródło: wielkahistoria.pl/

Horoskop

licznik odwiedzin

374191

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors