Katastrofa w Czarnobylu 26 kwietnia 1986: nadal nie wiemy wszystkiego

Podobnie jak w przypadku wielu innych tragicznych wydarzeń, 35 lat temu w Czarnobylu nic nie zapowiadało nadchodzącej tragedii...

26 kwietnia 1986 r. na terenie Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej (dzisiejsza Ukraina, wtedy ZSRR) doszło do jednej z największych katastrof w historii stosowania energii atomowej: awarii i wybuchu w jednym z reaktorów. Radioaktywna chmura z uszkodzonego reaktora szybko dotarła nad kraje całej Europy, a strefa wykluczenia na miejscu katastrofy ma powierzchnię około 2,6 tys. km2.

Co stało się wtedy, a co w tym regionie dzieje się teraz?

Przez trzy dekady utajniano akta w tej sprawie. Wiadomo, że obszar katastrofy od lat nawiedzają powtarzające się pożary.
Katastrofa z 1986 r. nie była pierwszą na terenie Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej. Jak wynika z odtajnionych akt KGB (Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego przy Radzie Ministrów ZSRR), pierwsza awaria miała miejsce osiem lat wcześniej (Wołodymyr Wiatrowycz z Ukraińskiego Instytutu Narodowej Pamięci potwierdził, że problem z reaktorem pojawiał się już od momentu uruchomienia w 1977 r.), kolejna w 1982 r., a następne dwie w 1983 i 1984 r. Wszystkie awarie skrzętnie utajniono. Dopiero w 1986 r. świat dowiedział się o tym, że reaktor jest niesprawny. Skala katastrofy była tak wielka, że nie dało się już jej ukryć mimo usilnych prób ze strony radzieckich władz.

Do dziś nie znamy dokładnych przyczyn katastrofy. Z pewnością można jedynie potwierdzić, że przyczyną katastrofy nie był  pojedynczy błąd operatora, jak próbowano wmawiać ludziom przez lata. Najbardziej prawdopodobna przyczyną katastrofy w Czarnobylu było długotrwałe ignorowanie przepisów budowlanych. W Związku Radzieckim wszyscy chcieli wybudować elektrownię atomową znacznie szybciej niż zaplanowano. Chciano zdążyć z jej ukończeniem do kolejnej rocznicy obchodów utworzenia ZSRR.

Doprowadziło do wybuchu z 26 kwietnia 1986 r. Efekt? Skażenie około 100 tys. km2 terenu, śmierć tysięcy osób (początkowo w katastrofie zginęło 31 osób, jednak likwidatorzy katastrofy umierali z powodu chorób popromiennych przez kolejne lata), powstanie strefy wykluczenia. Jedynie natura poradziła sobie z zagrożeniem – fauna i flora w okolicy Prypeci, miejscowości najbliższej feralnej siłowni atomowej, jest wyjątkowo obfita.

Obraz po katastrofie


Płonący reaktor zabezpieczano z powietrza, zalewając go betonem, w ten sposób tworząc prowizoryczny „sarkofag”. Miał on wytrzymać maksymalnie 20 lat, ale musiał zabezpieczać znajdujące się w zniszczonym reaktorze radioaktywne paliwo jeszcze przez kolejną dekadę.

Obecnie szkodliwe pozostałości chroni nowa konstrukcja: Arka (in. Nowa Bezpieczna Powłoka czy Sarkofag). Jej wysokość to 105 m, szerokość – 257 m, a długość – 150 m. Aby ekipy budowlane nie zostały napromieniowane, prace montażowe prowadzono w pewnej odległości (327 m) od radioaktywnych zgliszcz. Kiedy kopuła była już gotowa, przesunięto ją na miejsce na szynach. Jako że konstrukcja ważyła aż 36 tys. ton, do jej podniesienia musiano wykorzystać aż 224 podnośniki hydrauliczne, a jej transport trwał aż pięć dni (jednorazowo przesuwana była o 60 cm).

Planuje się budowę nowego sarkofagu, który będzie w stanie zabezpieczać reaktor przez minimum 100 lat. Zaplanowano, że działania związane z usunięciem materiałów radioaktywnych podjęte zostaną w 2064 r. Wtedy zakłada się, że powstanie już technologia, która na to pozwoli.

Czy na terenie Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej jest bezpiecznie?

Byłoby przekłamaniem twierdzenie, że cały teren katastrofy stanowi zagrożenie. Czarnobyl i Prypeć są obecnie bardzo modnym celem wielu ekspedycji i podróży turystycznych. Po emisji serialu wyprodukowanego przez stację HBO pt. „Czarnobyl” ten kierunek podróży stał się zapewne jeszcze bardziej popularny. Jednak nadal samo epicentrum wybuchu stanowi dla wielu osób owianą tajemnicą, apokaliptyczną atrakcję.

Częściowo słusznie – miasto faktycznie wygląda na wymarłe. W okolicach Czarnobyla mieszka od 2 do 3 tys. osób. W przeważającej większości są to pracownicy czuwający nad nieczynnymi reaktorami oraz dawni mieszkańcy, którzy wrócili do swoich opuszczonych w pośpiechu domów. Oczywiście, specyficznymi mieszkańcami tego rejonu są też lisy, żubry, niedźwiedzie, jelenie, wilki i inne zwierzęta. Żyją tam dziko w dużej liczbie, korzystając z tego, iż człowiek rzadko zapuszcza się do czarnobylskich lasów.

Jest jednak jedno niebezpieczeństwo. Bardzo często zdarzają tam się pożary. Największe z nich wybuchały w 2015 r. Kilka dni trwał pożar w 2017 r. (25 ha). 4 kwietnia br. ogień zaatakował ponownie i znów pojawia się pytanie, czy w obliczu takich klęsk dotykających ten wrażliwy teren, jesteśmy bezpieczni.

Jak podaje portal Napromieniowani.pl, w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia spłonęło już 60 tys. ha, a pożaru nadal nie ugaszono, co sprawia, iż jest największą tego typu klęską w tym miejscu od 34 lat. Na walkę z pożarami ukraińska państwowa straż pożarna wydaje 1,5 mln hrywien (231,5 tys. zł) dziennie. Spłonęło kilka miejscowości, m.in. Poliske, Lelew czy Krzywa Góra. Trudno powiedzieć, jak długo jeszcze trzeba będzie walczyć z żywiołem.

Obecnie wielu zastanawia się czy wybuchające pożary, które trawią strefę po katastrofie nie wiążą się z uwalnianiem szkodliwych substancji lub promieniowania – na razie żadne dowody na to nie wskazują. Jednak dopóki kwestia pozostawionych po wybuchu reaktora odpadów radioaktywnych nie zostanie rozwiązana - nie będzie można pozbyć się wątpliwości na ten temat. W wyniku awarii w Czarnobylu ucierpiały zwłaszcza kraje Europy Centralnej i Wschodniej: które w 1986 r. przeżyły piekło niepewności i doznały dotkliwych strat – zarówno tych dotyczących zdrowia i życia ludzi, jak i konieczności zabicia zwierząt hodowlanych.

Z powodu odniesionych ran i w wyniku napromieniowania zginęło 31 pracowników elektrowni i strażaków próbujących ugasić pożar. Do pracy na miejscu katastrofy było potrzebnych coraz więcej żołnierzy, których zaczęto mobilizować z najdalszych części kraju. Nazwano ich likwidatorami. 650 tys. osób, które brało udział w pracach porządkujących obszar katastrofy zostało narażonych na promieniowanie. Władze ZSRR nie zapewniły likwidatorom odpowiedniej ochrony przeciwko promieniowaniu. Wielu z żołnierzy pracujących na miejscu katastrofy prędzej lub później odczuło skutki promieniowania na swoim zdrowiu.

Do dziś nie wiemy tak naprawdę wszystkiego o katastrofie i jej konsekwencjach dla człowieka i przyrody.

źródło: inżynieria.com/, Unsplash Niels van Brenk

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content