Ciekawostki historyczne: Historia okrętu podwodnego ORP „Orzeł”

Historia polskiego okrętu podwodnego ORP „Orzeł” jest jedną z najbardziej spektakularnych opowieści drugowojennych, w które zaangażowani byli nasi rodacy. Nieprawdopodobna ucieczka, później spory wpływ na kształtowanie kampanii norweskiej, wreszcie zniknięcie okrętu, które doskonale podsumowało tajemniczą działalność jego załogi.

Budowa

Prace projektowe nad okrętem prowadzone przez holenderskich inżynierów nadzorowali członkowie polskiej Komisji Nadzorczej Budowy Okrętów pod kierownictwem kmdr ppor. inż. Seweryna Bukowskiego. Ostateczny projekt ukończono oficjalnie 14 sierpnia 1936 roku. Tego samego dnia położono stępkę pod okręt – ORP Orzeł. Okręt miał być wyjątkowo nowoczesny i potężnie uzbrojony jak na ówczesne czasy.

Podniesienie bandery na ORP Orzeł (fot. NAC)

Okręt miał konstrukcję dwukadłubową i 84 m długości, wyporność 1110 ton na powierzchni i 1473 ton pod wodą. Napęd stanowiły dwa silniki diesla typu 6QD42Sulzer o mocy 4740 KM, oraz dwa silniki elektryczne Brown Boveri o mocy 1100 KM (zasilanie zapewniały dwa zestawy baterii, składające się z 200 ogniw). Zapewniały one prędkość 19,44 węzła na powierzchni i 8,9 węzła pod wodą. Zasięg wynosił blisko 13 000 km przy prędkości 10 węzłów, oraz 185 km pod wodą przy prędkości 5 węzłów.

Najbardziej imponujące było uzbrojenie okrętu ORP Orzeł, składające się z 12 wyrzutni torped typu wz. 1924V, kalibru 550 mm, z możliwością zastosowania wkładek przystosowujących je do torped typu wz. AB, kalibru 533 mm (cztery na dziobie, cztery na rufie oraz po dwie na burtach przed i za kioskiem, umieszczone między kadłubami). Oprócz 12 torped w wyrzutniach, na okręcie znajdowało się 8 zapasowych torped. Okręt posiadał również uzbrojenie artyleryjskie w postaci działa Bofors kalibru 105 mm z zapasem 125 pocisków i podwójnego działka przeciwlotniczego Bofors 1937 wz. 36 kalibru 40 mm chowanego w specjalnej wodoszczelnej studni w kiosku z zapasem 1200 sztuk amunicji.

ORP Orzeł (fot. NAC)

Załoga ORP Orzeł liczyła 60 oficerów i marynarzy. Dzięki umieszczeniu wręg na zewnętrznej stronie kadłuba sztywnego, wewnątrz okrętu było więcej miejsca. Zakładano, że okręt będzie dysponował autonomicznością pozwalającą na przebywanie w morzu nawet przez trzy miesiące, bez potrzeby zawijania do portu.

Cała historia zaczyna się w zasadzie w dniu wybuchu II wojny światowej, 1 września 1939 roku, gdy hitlerowskie Niemcy przystąpiły do agresji przeciwko Polsce. W przeddzień wybuchu światowego konfliktu polska marynarka nie prezentowała się imponująco. ORP „Orzeł” pojawił się w Gdyni 10 lutego 1939 roku. Siły polskie, mimo wzmocnień, nie mogły jednak konkurować z przeciwnikiem w postaci Kriegsmarine. Polskie dowództwo liczyło na aktywne wsparcie strony francuskiej i brytyjskiej, w tym marynarki wojennej obydwu sojuszników. Przewidywano, iż w wypadku agresji niemieckiej polska flota stawi umiarkowany opór, ale nikt nawet nie marzył, iż w jakimś większym stopniu przeciwstawi się ona nieprzyjacielowi. W momencie rozpoczęcia walk z Niemcami w porcie gdyńskim stały okręty podwodne „Orzeł” i „Wilk”. Niemal natychmiast opuściły one zagrożony rejon, aby nie paść ofiarą nalotów prowadzonych przez niemieckie lotnictwo, Luftwaffe. To właśnie bombardowanie niemal od pierwszych chwil agresji wojsk hitlerowskich było przyczyną największych zniszczeń poczynionych przez najeźdźcę. Polskie okręty miały zrealizować plan dowództwa opatrzony kryptonimem „Rurka”, którego założenia dotyczyły minowania wód przybrzeżnych w okolicach Helu. Jej rozpoczęcie wyznaczono na wieczór 1 września, ale w konsekwencji poleceń dowództwa misji nie zrealizowano. Udało się natomiast obsadzenie poszczególnych sektorów bojowych przez okręty podwodne, co z kolei było założeniem planu „Worek”. „Orzeł” patrolował sektor od Helu po Gdynię. 2 września dowódca dywizjonu okrętów podwodnych wyznaczył „Orłowi” zadanie storpedowania pancernika „Schleswig-Holstein”, jednak śmiały plan nie został zrealizowany, gdyż rozkaz nie dotarł do załogi okrętu podwodnego. W konsekwencji 3 września „Orzeł” zajął pozycję na wschód od Helu i następnego dnia załoga obrała kurs na Gotlandię. Tam dowódca okrętu chciał dokonać niezbędnych napraw, aby przygotować okręt do dalszej walki. Niestety, w międzyczasie poważnie zachorował, co stanowiło spore zagrożenie dla reszty załogi. Niepokojące objawy choroby kmdr Henryka Kłoczkowskiego były przyczyną dalszych wydarzeń z udziałem „Orła”.

W ten sposób „Orzeł” zakończył swój udział w kampanii wrześniowej i obronie polskiego wybrzeża. Przyznać trzeba, iż okręt podwodny nie odegrał większej roli w całości zmagań. Wydawać się może, iż potencjał polskiej marynarki nie pozwalał na szafowanie siłami i ryzykowne akcje. Teoria ta znalazła uznanie wyższych dowódców, którzy zamiast taktyki ofensywnej zdecydowali się przede wszystkim na chronienie jednostek. Niemcy wciąż obawiali się groźnego okrętu, o czym świadczyć może ich późniejsze zachowanie.

14 września polski okręt zbliżył się do Tallina, gdzie załoga uzyskała prawo do zawinięcia do portu. Komandor Henryk Kłoczkowski był bowiem chory na tyfus, a jego podkomendni nie zamierzali oczekiwać epidemii choroby na pokładzie i postanowili wysadzić go na ziemi neutralnej Estonii, gdzie z pewnością otrzymałby niezbędną pomoc medyczną. Do tallińskiego portu „Orzeł” wpłynął w godzinach wieczornych 14 września. Na miejscu załoga nie tylko wysadziła Kłoczkowskiego, ale i dokonała niezbędnych napraw. Zanotowano bowiem defekt sprężarki. Władze estońskie zachowały się jednak w dziwny sposób i przedłużyły pozostanie „Orła” w tallińskim porcie o 24 godziny. Zdezorientowanej załodze podano informacje o wyjściu z Tallina niemieckiego statku handlowego – neutralna Estonia rzekomo nie chciała ewentualnego skandalu morskiego z udziałem polskiego okrętu podwodnego. Prawda była jednak inna, zdecydowanie bardziej niebezpieczna dla załogi „Orła”. Niemiecka dyplomacja rozpoczęła bowiem szybką akcję, która miała skłonić władze estońskie do zatrzymania „Orła” w porcie. Presja wywierana na rząd estoński pokazało, iż polski okręt stanowi zagrożenie dla niemieckiej Kriegsmarine, a Niemcy nie mają zamiaru ryzykować wypuszczenia na łowy polskiego drapieżnika. Władze estońskie uległy presji silniejszego kraju i zdecydowały się na bezprawną próbę internowania załogi okrętu. Nie było żadnych przesłanek prawnych do takiego postępowania, jednak Polacy nie mieli pola manewru. Już 16 września Estończycy, popędzani przez niemieckiego posła w Tallinie, rozpoczęli rozbrajanie „Orła”.  Dodatkowo rozpoczęto demontaż działa artyleryjskiego, Estończycy skonfiskowali amunicję. Jakby tego było mało, załodze odebrano wszystkie mapy i urządzenia nawigacyjne. W opinii Estończyków miało to przesądzić kwestię ewentualnej ucieczki „Orła” z tallińskiego portu. Pozbawiona odpowiednich przyrządów załoga nie była w stanie wyruszyć na Morze Bałtyckie, gdzie szanse odpowiedniego manewrowania i umknięcia okrętom Kriegsmarine były znikome. Polska załoga zaczęła jednak snuć plany wydostania się z internowania.

ORP Orzeł (fot. Polish Navy in Colour)

W nocy z 17 na 18 września Polacy rozpoczęli operację. Akcją dowodził kapitan Jan Grudziński, który czasowo zastępował kmdr Kłoczkowskiego. Wcześniej przygotowano plan, którego mieli trzymać się marynarze. Sprzyjały im warunki pogodowe – zapadły egipskie ciemności, w których łatwo było zmylić czujność strażników wydelegowanych do pilnowania okrętu. Żeby uniemożliwić Estończykom rozjaśnienie sytuacji Polacy wykonali akt dywersji elektrycznej w stacji transformatorów. Strażnicy nie spodziewali się niczego szczególnego, jako że przestoje w podawaniu mocy zdarzyły się już kilkukrotnie. Za swoją nieuwagę zapłacili sporą cenę. Wszyscy zostali obezwładnieni przez załogę. Chwilę później załoga była już na pokładzie „Orła” i rozpoczęła pospieszne przygotowania do odpłynięcia. Gdy uruchomiono silniki, z pobliskich koszar zaczęli nadbiegać estońscy żołnierze, którzy natychmiast otworzyli ogień do szykującego się do ucieczki okrętu podwodnego. Ostrzeliwanie z karabinów maszynowych nie mogło wyrządzić „Orłowi” większych szkód. Póki co daleko była bateria obrony wybrzeża kal. 100 mm na wyspie Nargöy. O wiele groźniejsze były podwodne skały. Już na początku swojej drogi polski okręt podwodny uderzył w jedną z nich, a ucieczka stanęła pod znakiem zapytania. Na szczęście, sytuację udało się szybko uratować, na co spory wpływ miał kpt. Grudziński, który zdołał zachować zimną krew. W efekcie „Orzeł” wydostał się z pułapki zastawionej przez naturę i rozpoczął oddalanie od wybrzeża. Grudziński, licząc się z możliwością wyruszenia w morze sił nieprzyjaciela, pozostał niedaleko linii brzegowej, zmylając na wstępie ewentualny pościg. Estończycy wysłali w pogoń swoją flotę morską, ale nie dysponowali niczym godnym uwagi. Nazajutrz do akcji wszedł rząd radziecki, który postanowił wziąć się za „obronę neutralności Estonii”. Sowieci w swoim stylu próbowali mistyfikacji, która miała usprawiedliwić ich akcję. Sfingowano kilka uderzeń, które miały wyglądać na akcję dywersyjną marynarzy „Orła”. Tymczasem polski okręt podwodny nie był w stanie bić się z przeciwnikiem, a jego załoga myślała raczej o ratowaniu własnej skóry, a nie angażowaniu się w ryzykowne akcje ofensywne. Dopiero po oddaleniu się od wybrzeży Estonii kpt. Grudziński zaczął przemyśliwać o akcji przeciwko Kriegsmarine. 21 września „Orzeł” podszedł w rejon Gotlandii, gdzie wysadzono dwóch wartowników estońskich porwanych w Tallinie. Dalej załoga „Orła” musiała zdać się na własny instynkt morski. Sporządzono też prowizoryczne mapy. Ich pierwowzorem był „Spis latarń”, którego nie wynieśli w Tallinie Estończycy. W pierwszych dniach października Grudziński wiedział już, iż ciężko mu będzie nawiązać kontakt bojowy z wrogiem. Obserwował również niepokojąco niski stan paliwa, co skłoniło go do podjęcia decyzji o próbie przebicia się do Wielkiej Brytanii. W nocy z 8 na 9 października „Orzeł” przystąpił do forsowania Sundu. 9 października okręt został zatrzymany, aby nie spotkać na swojej drodze wrogiej floty. Następnie ruszył w cieśniny okalające Danię. W pobliżu przylądka Skagen załoga przeczekała jeszcze dwa dni i 12 października ORP „Orzeł” wyszedł na Morze Północne. Stąd blisko już było do Wielkiej Brytanii. Powiodła się próba nawiązania łączności z sojusznikami. Naprzeciw Polakom wysłany został niszczyciel Royal Navy, który miał eskortować okręt sprzymierzeńca. 14 października polska załoga zawinęła do brytyjskiej bazy Firth of Forth, gdzie Polaków powitano jak starych znajomych. „Orzeł” dokonał rzeczy niebywałej i nie miał być to koniec jego podwodnych wyczynów. Dzielni marynarze zyskali sobie zasłużoną sławę, a ich ukochany okręt wszedł w skład sił sprzymierzonych, które w najbliższym czasie miały niejednokrotnie zetknąć się w boju z wrogimi jednostkami Kriegsmarine.

W Wielkiej Brytanii polski okręt podwodny w pierwszej kolejności musiał przejść niezbędne naprawy oraz uzupełnić utracony wcześniej sprzęt. Brytyjczycy nie robili Polakom problemów i udzielali im możliwego wsparcia. W dniach 16-17 listopada 1939 roku w Rosyth pojawił się gen. Władysław Sikorski, Naczelny Wódz i premier Rządu RP na Emigracji, który wizytował w tych dniach polskie jednostki morskie. W tym czasie trwały negocjacje między stronami brytyjską i polską, które zakończyły się porozumieniem w sprawie współdziałania Polskiej Marynarki Wojennej z Royal Navy. W myśl umowy utworzony został specjalny Oddział Polskiej Marynarki Wojennej, który w okresie wojny miał działać w ramach sił brytyjskich. Już 1 grudnia 1939 roku „Orzeł” powrócił do czynnej służby. W pierwszym okresie brytyjskiego etapu podwodnej działalności przypadło mu w udziale eskortowanie kilku wypraw konwojowych. Właściwie od 18 stycznia 1940 roku rozpoczął samodzielną służbę patrolową przede wszystkim na wodach Morza Północnego.

Ostatni patrol i zaginięcie

23 maja 1940 roku ORP Orzeł rozpoczął swój jak się okazało ostatni patrol. Okręt opuścił port w Rosyth i udał się w kierunku Morza Północnego. 1 i 2 czerwca wysłano Orłowi nowe rozkazy, jednak bez odpowiedzi (uznano, że kpt. Grudziński nie chce zdradzać pozycji swojego okrętu). Kolejne rozkazy nadano 5 czerwca, a dzień później okręt miał wrócić do portu. Tak się jednak nie stało. Wobec braku kontaktu z okrętem, 11 czerwca ORP Orzeł został uznany za zaginiony.

Pomimo podejmowanych działań nie udało się odnaleźć Orła, ani poznać jego losów. Informacje na temat okrętu znajdujące się w brytyjskich archiwach zostały utajnione, co doprowadziło do powstania licznych hipotez na temat losu polskiego okrętu. Istnieje kilka prawdopodobnych przyczyn zatonięcia okrętu, wśród których wymienia się m.in. omyłkowe zatopienie przez brytyjskie lotnictwo bądź okręty wojenne, w tym holenderski okręt podwodny, zatonięcie na minie, brytyjskiej bądź niemieckiej, bądź zatopienie przez niemieckie lotnictwo. Żadna z tych wersji nigdy nie została potwierdzona.

ORP Orzeł

Od 2006 roku regularnie prowadzone są poszukiwania Orła w rejonie, który miał patrolować. Część operacji prowadzona była przez Marynarkę Wojenną, a część przez cywilne ekspedycje, z których najważniejszą jest „Santi – odnaleźć Orła”. Członkowie ekspedycji dopierają obszar poszukiwań w oparciu o dostępne raporty brytyjskie zawierające informacje o atakach lotnictwa na niezidentyfikowane okręty podwodne.

Niestety mimo powtarzanych regularnie misji nie udało się znaleźć wraku. Przedstawiciele Marynarki Wojennej i projektu Santi deklarują jednak, że będą szukać wraku aż do jego odnalezienia. Zaginięcie Orła jest jedną z największych tajemnic działań wojennych na morzu podczas II wojny światowej. Warto dodać, że podobnie nieznany los spotkał francuski krążownik podwodny Surcouf. Warto również dodać, że ORP Sęp przetrwał II wojnę światową i wrócił do Polski, pozostając w eksploatacji do 1969 roku.

red. P.S.

źródło: smartage.pl/; warhist.pl/

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content

Dzisiejsze imieniny