40. rocznica wydarzeń Bydgoskiego Marca 1981

40 lat temu w dniu 19 marca 1981 roku funkcjonariusze jednostek specjalnych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Milicji Obywatelskiej w Bydgoszczy pobili działaczy Solidarności.

Tamtego dnia miała miejsce zaplanowana akcja, podczas której funkcjonariusze jednostek specjalnych MSW i MO w Bydgoszczy siłą usunęli delegację Solidarności z sali obrad Wojewódzkiej Rady Narodowej, a następnie brutalnie pobili trzech uczestników: Jana Rulewskiego - przewodniczącego Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ "Solidarność", Michała Bartoszcze i Mariusza Łabentowicza.

Następnego dnia zawrzało w całej Bydgoszczy. Atmosferę podgrzewały kłamliwe tłumaczenia władz komunistycznych na temat całego zajścia. Wówczas twierdzono, że nikt nie został pobity, a obrażenia Jana Rulewskiego są wynikiem wypadku samochodowego z jego udziałem.

Ocenzurowany "Wieczór Wrocławia", źródło: Wikipedia/domena publiczna
Ocenzurowany Wieczór WrocławiaDzień wcześniej, 18 marca bydgoska "Solidarność" mobilizowała swoich członków do przyjścia na mającą się odbyć następnego dnia sesję Wojewódzkiej Rady Narodowej. W ich trakcie delegacja "S" miała przedstawić sytuację rolników w województwie bydgoskim. Wystawione na zewnątrz głośniki miały umożliwić zgromadzonym robotnikom i rolnikom wysłuchanie pytań związkowców i odpowiedzi władz. Tego samego dnia do Bydgoszczy przybyły dodatkowe siły ZOMO i MO. Do gmachu Komitetu Wojewódzkiego skierowano funkcjonariuszy udających związkowców.

Na czele delegacji "Solidarności" stanął Jan Rulewski. Rolników reprezentował Michał Bartoszcze (ojciec Romana). Na sali obecny był między innymi specjalny wysłannik prymasa, prof. Romuald Kukołowicz. Władze reprezentował wicepremier Stanisław Mach. Nie doszło jednak do merytorycznej dyskusji. Działacze "S" nie zdążyli przedstawić swoich argumentów oraz postulatów rolników, którzy wchodzili w skład delegacji. Rozmowy przerwano, używając wybiegów formalnych i przed wyczerpaniem porządku obrad. Spotkało się to z protestem strony solidarnościowej oraz części radnych wojewódzkich. Pozostali oni na sali, by spisać wspólny komunikat. "Na strychu czekała ukryta milicja, o czym my nie wiedzieliśmy" - relacjonował po latach Rulewski. Bartoszcze i Rulewski ogłosili strajk okupacyjny. W sali obrad pozostało też około 50 radnych Wojewódzkiej Rady Narodowej.

Informacja o przerwaniu obrad niemal natychmiast dotarła do miejscowego sztabu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Już pół godziny później rozpoczęła się realizacja planu pacyfikacji. Funkcjonariusze MO i ZOMO mieli, bez użycia broni i pałek, opróżnić salę obrad. Około godz. 15.00 z MSW z Warszawy dotarła zgoda na użycie siły. Po kilku godzinach i pierwszych wezwaniach do opuszczenia budynku pozostało w nim pięciu radnych wojewódzkich oraz wszyscy protestujący. O 19.00 na salę wkroczyli milicjanci i funkcjonariusze MSW. Dowodził nimi bezpośrednio szef ZOMO mjr Henryk Bednarek. Po negocjacjach z Janem Rulewskim dał zgromadzonym 25 minut na wyjście z gmachu. W tym czasie mieli dokończyć przygotowywanie oświadczenia. W trakcie odczytywania jego treści i składania podpisów przez protestujących w sali ponownie pojawili się funkcjonariusze. Część milicjantów była w mundurach, a część po cywilnemu. Michał Bartoszcze, Mariusz Łabentowicz i Jan Rulewski z rolniczej "Solidarności" zostali dotkliwie pobici.

"Milicjanci wyprowadzają pojedynczo związkowców do bramy. Dwóch cywili prowadzi sześćdziesięcioośmioletniego Michała Bartoszcze. […] Nagle podchodzi trzeci cywil, Wali go na odlew w twarz. Raz, drugi, trzeci… okłada pięściami. […] Nagle znów krzyk, coraz głośniejszy, przechodzący momentami w długie monotonne wycie. Wycie maltretowanego człowieka. To Rulewski. Uwija się nad nim gromadka cywili. Biją go na oślep, kopią. Gdy upada, podnoszą z ziemi i znów biją" - wspominał jeden z uczestników protestu.

Poszkodowani trafili do szpitala, a zdjęcia dokumentujące brutalne działania MO obiegły, dzięki nielegalnej prasie i ulotkom "S", całą Polskę. Akcja sił rządowych spotkała się z oburzeniem społeczeństwa. Na znak protestu w Bydgoszczy i innych miastach Polski ogłoszono strajki i gotowość strajkową. Jak czerwona płachta na byka podziałał na ludzi oficjalny komunikat, że w Bydgoszczy nikogo nie pobito, a milicja działała zgodnie z prawem.

Do stolicy województwa bydgoskiego przybyła 20 marca solidarnościowa Krajowa Komisja Porozumiewawcza (KKP) z przewodniczącym Lechem Wałęsą na czele. W specjalnym oświadczeniu stwierdziła, że z powodu ataku na Związek, jego władze i obrazę godności Związku odwołuje się wszelkie rozmowy z władzami i wprowadza stan gotowości strajkowej w całej "S". Władze związkowe uznały, że wydarzenia bydgoskie to oczywista prowokacja, ale jednocześnie dążyły do okiełznania coraz bardziej gorących nastrojów. By uspokoić wzburzenie, wystąpił prymas Stefan Wyszyński. Wezwał zarówno rządzących, jak i naród do zachowania rozwagi. Biuro Polityczne KC PZPR dalej brnęło. 22 marca wydało komunikat, że działania milicji były zgodne z prawem. Publikowano kłamliwe informacje, jakoby Jan Rulewski poniósł obrażenia w wypadku samochodowym. Ulotki z tą informacją rozpowszechniała bezpieka, podpisując się jako "prawdziwi członkowie Solidarności z Bydgoszczy". KKP zapowiedziało, że jeżeli okoliczności pobicia działaczy "S" nie zostaną wyjaśnione, odbędzie się strajk ostrzegawczy.

27 marca na cztery godziny stanęła dosłownie cała Polska, ok. 17 mln pracowników. W proteście wzięli udział nie tylko członkowie "Solidarności", ale nawet przedstawiciele zakładowych komitetów partii. Protestowały zakłady pracy, urzędy, uczelnie, szkoły, w tym podstawowe. Tego samego dnia podjęto zerwane wcześniej negocjacje ze związkowcami.

30 marca Andrzej Gwiazda z "S" odczytał w telewizji wspólny komunikat, w którym rządzący przyznawali, iż użycie sił porządkowych dla usunięcia przedstawicieli "Solidarności" z budynku Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy było działaniem sprzecznym z przyjętymi dotąd i przestrzeganymi zasadami rozwiązywania konfliktów społecznych środkami politycznymi, przede wszystkim drogą negocjacji. "Rząd wyraża także ubolewanie z powodu pobicia trzech działaczy związkowych i zapowiada, że winni staną przed sądem" - czytał A. Gwiazda.

Odpowiedzialni za "wydarzenia bydgoskie" nigdy nie zostali ujawnieni i nie ponieśli żadnych konsekwencji. Część dokumentów dotyczących opresyjnych działań milicji obywatelskiej zniszczono. "Nie wiadomo, czy pobicie działaczy "Solidarności" było prowokacją (jeśli tak, to czyją), czy samowolą funkcjonariuszy, czy może przygrywką do wprowadzenia w Polsce stanu wojennego" - podaje Grzegorz Majchrzak w "Encyklopedii Solidarności". Do dziś nie wiadomo, kto wydał rozkaz pobicia Rulewskiego, Łabentowicza i Michała Bartoszcze.

Spór trwający wokół rolniczej "S" zakończył się 17 kwietnia 1981 r. wraz z podpisaniem porozumienia o powstaniu legalnego związku zawodowego. Natomiast 12 maja sukcesem zakończyła się rejestracja NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność" przez Sąd Wojewódzki.

 

red. P. Sanecki

źródło: dzieje.pl/; wnp.pl/; foto: Wikipedia/domena publiczna

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content